Erasmus+ na Wyspach może zniknąć

Erasmus+ na Wyspach może zniknąć

Opublikowany

Rozmowa z Dominikiem Shellardem, wicerektorem De Montfort University w Leicester w Wielkiej Brytanii.

Wielka Brytania oficjalnie ruszyła w kierunku drzwi z napisem EXIT…

Tak, list podpisany przez naszą premier i dostarczony Donaldowi Tuskowi  uruchomił proces wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Od tego  momentu będziemy mieli dwa lata na ustalenie warunków Brexitu z 27  pozostałymi krajami Wspólnoty. Osobiście mogę ten dzień nazwać czarną  środą. I nie tylko ja. Większa część brytyjskiego świata akademickiego z  pewnością to potwierdzi. Nie zapominajmy, że 48 proc. biorących udział w  referendum głosowało za pozostaniem w UE, choć w świat poszedł zgoła  inny przekaz.

Przypuszczam, że gdyby wynik referendum był inny, nie byłoby tu Pana dzisiaj…

Szczerze mówiąc, nie wiem. Uczelnie brytyjskie rekrutują mnóstwo  studentów z UE, więc próbuję być wszędzie tam, gdzie mogę zapewnić  zainteresowanych, że są i wciąż będą mile widziani na naszych  uniwersytetach. Chyba skutecznie, bo od czasu mojej poprzedniej wizyty w  Warszawie liczba aplikacji polskich studentów na naszą uczelnię wzrosła  o 300 proc. W naszym mieście przebywa prawie 6,5 tys. pracujących w  różnych sektorach Polaków, najbardziej – i mówię to z pełnym  przekonaniem – śmiałych i otwartych ludzi, jacy do nas przybywają. Oni  są powodem, dla którego tu dziś jesteśmy. Wielu z nich jest  skonsternowanych lub wręcz wściekłych na Wielką Brytanię za to, co  zrobiła. Wiedzą, że skutki Brexitu będą bezwzględnie rzutować na ich  przyszłość w naszym kraju. Z kolei młodzi Brytyjczycy, dla których  szokiem był wynik referendum, nie wyobrażają sobie życia bez otwartej  Europy, bez możliwości swobodnego przekraczania granic czy podejmowania  studiów w innych krajach.

No właśnie, to głównie oni korzystają z programów wymiany międzynarodowej, w tym z programu Erasmus+. Jakie będą jego losy?

Sądzę, że Erasmus+ zniknie niestety całkowicie z brytyjskiej  rzeczywistości akademickiej. Obym się mylił, bo uważam ten program za  przełomowy. Nie będziemy jednak czekać dwóch lat, żeby się dowiedzieć,  na czym stoimy. Dlatego uruchomiliśmy autorski, nazwijmy go paralelnym  do Erasmusa+, program międzynarodowej mobilności studenckiej. Wykładamy  na niego 2 miliony funtów rocznie, by nasi studenci mogli na krótko  wyjechać za granicę i czegoś się tam nauczyć.

Brytyjscy studenci?

Nie, studenci DMU (De Montfort University – przyp. red.) w ogóle –  niezależnie od ich narodowości. Robimy to na naprawdę dużą skalę:  ostatnio z ponad tysiącem osób wsiedliśmy do siedmiu jumbo jetów i  polecieliśmy do Nowego Jorku! Nie jestem na razie w stanie zapewnić im  wyjazdów półrocznych czy dłuższych, jak te w ramach Erasmusa+, ale  robię, co mogę! Bo największym zagrożeniem dla naszych uczelni jest to,  że zamkną się na świat, a świat zamknie się na nie.

Przecież potrzebujecie Europejczyków…

Nie wiem, dokąd to zajdzie, ale wiele osób w UE głośno optuje za  ukaraniem Wielkiej Brytanii za jej pychę. Nie pomaga roszczeniowa  postawa strony brytyjskiej wobec Unii, która odpowiada nam: Chwila,  chcecie mieć ciastko i zjeść ciastko? Musimy pamiętać, że nastroje u nas  są skrajne: połowa obywateli nie wyobraża sobie opuszczenia Unii, druga  połowa – desperacko do tego dąży. To nie sprzyja osiągnięciu  konsensusu. Jeśli takie postawy wezmą górę w procesie negocjacji, obawy,  o których mowa, będą w pełni uzasadnione.

Rozmawiała Beata Maluchnik

Kopiuj tekst

Udostępnij

Na Twój adres e-mail została wysłana prośba o potwierdzenie subskrypcji.
Potwierdzając subskrypcję wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych w celu otrzymywania treści publikowanych w serwisie.